MENU

Pocałunek Kier – Lynn Raven. Znów leczę złamane serce.


Chcecie poznać kolejną książkę, która złamała mi serce? Oto ona, "Pocałunek Kier", który wpisuję na listę ulubionych pozycji, mimo, że na początku nic tego nie zapowiadało. To kawałek świetnej literatury dla każdego fana fantastyki i wbrew tytułowi - to wcale nie jest romans. No prawie :)

Dowódca armii Kierów, Mordan otrzymuje rozkaz by sprowadzić na dwór królewski uzdrowicielkę Lijanas, która ma uratować życie króla. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że uzdrowicielka pochodzi z wrogiego Kierom ludu Nivardów i wcale nie chce zostać nigdzie sprowadzona. Kierowie uciekają się do podstępu i porywają Lijanas, aby na czas dostarczyć ją na dwór królewski. Krnąbrna młoda kobieta wykorzystuje każdą okazję, by uciec. Jak się pewnie domyślacie, ucieczka jest niemożliwa, a młoda kobieta zaczyna rozumieć swoich porywaczy, ba! Zaczyna odczuwać do nich coś na kształt przyjaźni. Okazuje się, że leczenie króla to tylko wierzchołek góry lodowej, a uzdrowicielka i Mordan nie są tymi, za których się uważają. Skomplikowana intryga rzuca bohaterów w wir wydarzeń, które zaważą na losach wielu ludzi.

Autorka zszokowała mnie świeżością swojego pomysłu. Czegoś takiego jeszcze nie czytałam i wątpię, by podobna lektura wpadła kiedyś w moje ręce. Raven wykreowała nowy świat, w którym nie ma wampirów, wilkołaków i zatrzęsienia magicznych stworzeń, są za to zwykli ludzie opanowani żądzą władzy i Kierowie, którzy poza długimi zębami, paznokciami jak szpony i owłosionym ciałem niczym nie różni się od zwykłych wojowników. Kierowie to prawdziwe maszyny do zabijania, kierujący się twardymi prawami. Rozkaz jest dla nich rzeczą świętą, dlatego bez szemrania wykonują to, co każe zwierzchnik, bez zastanawiania się nad sensem swych działań. 

Mordan, dowódca armii, jest przystojnym, wysokim wojownikiem naznaczonym licznymi bliznami, swe zranione oko ukrywa pod przepaską. Przez jego okrucieństwo i porywczość nadano mu przydomek "Krwawy Wilk". Czy rzeczywiście jest takim okrutnikiem, jak początkowo się wydaje? Uzdrowicielka, podczas ich pełnej przygód drogi usiłuje zniszczyć mur, którym otoczył się wojownik. Czy jej się to uda? Czy twardy dowódca pozwoli sobie na odkrycie emocji? Jaką tajemnicę skrywa Lijanas? Przeczytajcie!

Nie ukrywam, że pierwsze kilkadziesiąt stron nie zapowiadało się dobrze. Nie mogłam odnaleźć się w świecie wykreowanym przez autorkę, a specyficzny sposób narracji nie ułatwiał mi zadania. Nagromadzenie faktów, przygód i nazw postaci oraz miejsc wprowadziło wielki zamęt w mojej głowie. Dodatkowo przerażał mnie fakt, że książka jest prawdziwą cegłą – 503 strony zapisane maczkiem. Jednak warto było, tempo akcji może nie jest zawrotne, ale za to naprawdę wiele się dzieje. 

Bohaterowie przeżywają milion przygód, które niejednokrotnie nie mają znaczenia dla trzonu fabuły, ale budują cudowny klimat. Plastyczny i barwny styl autorki powoduje, że przenosimy się do świata Kierów i Nivardów, a świat ten jest brutalny, przerażający i surowy. Na pewno nie chciałabym się tam znaleźć! Nie wyobrażam sobie życia w tak zakłamanym, odpychającym środowisku, w którym rządzi władza i strach. W tych trudnych warunkach jednak rodzi się miłość, skomplikowana, niemożliwa i kontrowersyjna. Pełna poświęceń i absurdów, ale też wielkiej namiętności. 

Spokojnie, nie jest to romans z ckliwymi tekstami i czułym patrzeniem sobie w oczy. Uczucie jest jedynie tłem najważniejszych wydarzeń, ale więcej nie powiem, by za dużo nie zdradzić. Dodatkowo poczytacie o zarazie, wojnie, torturach, zabawie wojowników, przeprawie przez pustynię, pościgach i wielu innych przygodach bohaterów i z pewnością nie doznacie nudy.

Patrząc na okładkę i czytając zapowiedzi spodziewałam się więcej magii, która w tej książce praktycznie nie występuje. Są wierzenia ludów i legendy, ale magii jako takiej nie ma, nikt nie strzela ognistym promieniem mocy, ale naprawdę mi to nie przeszkadzało. Wielbiciele istot magicznych będą nagrodzeni istnieniem pożeraczy dusz, sinshalei (maleńkich leśnych istot o pięknym futerku i skrzydełkach jak mgiełka) i ashentai - koni wężowych - niezwykle silnych istot pokrytych łuską.

Podsumowując: polecam tą książkę każdemu. Nie można jej jednoznacznie zaszufladkować, bo każdy znajdzie w niej coś dla siebie. Powieść wciąga, wręcz pochłania, ale dopiero po przeczytaniu około 100 pierwszych stron. Dlatego nie zniechęcajcie się, obiecuję, że nie pożałujecie. To wielowątkowa, pełna przygód historia z cudownie zarysowanymi bohaterami. Męski, silny, honorowy Mordan i pyskata, krnąbrna Lijanas, która ma własne zdanie i nie boi się go bronić to największe zalety książki. Historia bawi, trzyma w napięciu i wzrusza, jak wspomniałam na początku - złamała mi serce, by potem znów je posklejać.

Wydanie jest grube i bardzo ciężkie (jakiś dziwny papier powoduje, że tą książką dobrze byłoby podpierać drzwi), okładka również jest świetna, ale sugeruje inną treść. Nie znalazłam literówek i błędów, jedyne do czego mogę się przyczepić to nieczytelna czcionka - drobniutkie literki i fragmenty wyróżnione kursywą doprowadzały mnie do rozpaczy.


Szczegóły
Tytuł: Pocałunek Kier
Autor: Lynn Raven
Wydawnictwo: Foka 2012

Ocena
Treść: 6/6
Styl: 5/6
Okładka: 5/6